trudne słowa


Założyłam słownik. Tu jest.
Bo tak notuję różne słowa, przejęzyczenia, literówki, głupstwa i mądrości, ostatnio dostaję takie od Szumona, to co je będę w swoim zeszycie kisić. Zatem nienijszym podaję do Waszego użytku i pożytku.
Zachęcam do lektury, a jak też macie, to przysyłajcie [jesienfetyszysty@gmail.com].

trudne słowa


Dwaj dresiarze w tramwaju. Ogolone głowy, tatuaże, wybite zęby.
Dresiarz 1: Ja nie jestem bandziorem.
Dresiarz 2: No… A jak mi się kiedyś śmiać chciało, jak ty powiedziałeś, czekaj, bandyta? Nie, gangster powiedziałeś. Bandyta, gangster - nie ma czegoś takiego w Polsce. Zbir, łotr - to tak…

trudne słowa


Mój brat, wówczas pewnie czteroletni, do kolegi z przedszkola: Nie kłam, to wstyd.
Przedszkolanka do mojego brata, nieco poirytowana: Wstyd to chodzić z gołą pupą.

trudne słowa


Przesiadam się zwykle na przystanku tramwajowym nieopodal tego, co zostało z Największego Bazaru w Mieście. Nie zostało dużo, bazar dogorywa. Podobno w przyszłą sobotę mają go ostatecznie zlikwidować.
Granice między miastem a bazarem są płynne i ruchome. Tuż obok wiaty przystanku starsi panowie i zniszczone kobiety rozkładają towary na stolikach turystycznych, na barierkach odgradzających tory od chodnika wiszą kwieciste bluzki, w spalonej słońcem trawie leżą parasole. Przy pasach kręcą się śniadzi mężczyźni, szepczący ochryple „Papierosy… Spirytus…”. Papierosy / spirytus trzymają w czarnej torbie pod latarnią. Pobliski tojtoj rozsiewa wokoło specyficzny zapach starego moczu i perfumowanych środków dezynfekujących.

Czasami nagle robi się dziwnie nerwowo. Handlarze błyskawicznie zwijają swoje towary i znikają. Wtapiają się w tłum. Właśnie tędy przechodzili, wysiedli z tramwaju, czekają na tramwaj. Starszy pan nie jest już wystarczająco szybki, lekko drżącymi rękami zbiera ze zdezelowanego stolika wyliniałe nakręcane szczury. Znika w ostatnim momencie. Policjanci idą dalej.

Wieczorem na przystanku jest pusto.
Wczoraj doszło tam do sprzeczki między motorniczym tramwaju a pasażerem. Ogolony na zero chłopak wysiadł i spokojnie przechodził przez tory. Śmiał się głośno i w odpowiedzi na obelgi motorniczego odkrzykiwał: „Frajer!”. Motorniczy, zdławionym od emocji głosem, wrzeszczał za nim przez okienko: „Na końskim chuju psu podawany!”.

trudne słowa


Śląsk. Znajomy kolegi z pracy, nauczyciel, widzi chłopaków piszących na murze
MEMENTO MORI.
Pyta:
- Ej, chłopaki, a wiecie, co to znaczy?
- No ja! - odpowiadają. - Pamientej, że umresz.

trudne słowa


Wypiliśmy razem morze alkoholu. Na kacu spędzaliśmy długie godziny w barłogu, czytając sobie na głos. Pocięliśmy się nawzajem skalpelem, żeby zobaczyć jak to jest rozcinać komuś skórę. Uprawialiśmy pornografię - pisaliśmy na giemajlowym czacie różne świństwa o stygnących porankach i dotkliwych ogrodach; o butwiejących liściach i kompoście pod szklistą skorupą lodu; o ślimakach, które uwielbiają to jeść, i o tym, jak myśliwy sarenkę po udzie, a ona drży. Szeptałam mu do ucha, przeciągając brzęczące dźwięki: „Biiierz go! Biiiierz Fichchchtego!”. To był prawie gwałt, ale on to lubił. Dziwka.
W ramach czułości mówiliśmy sobie zresztą dosyć często „Dziwko!” i „Lubisz to, suko!”. Na tyle często, że stało się to dla nas zupełnie normalne i zapominaliśmy czasem, że nie wszyscy myślą tak samo.
- Niedawno byłem na imprezie - opowiedział mi kiedyś. - Wychodzę z koleżanką na taras, palimy, rozmawiamy. Powiedziałem do niej „Dziwko!”. Odruchowo, nie pomyślałem. Dała mi po twarzy. I wiesz co? Poczułem się jak w domu…

trudne słowa


Są takie wspomnienia z dzieciństwa, dla których nie zostało rozstrzygnięte, czy należą do starszej z moich młodszych sióstr, czy do mnie. Czasami się o to kłócimy. Rodzice, świadkowie tamtych zdarzeń, wiadomo: są stronniczy (oczywiście tylko wtedy, gdy przyznają rację siostrze). Dlatego nie wiem, która z nas mówiła na koty “nionio” i która asystowała pradziadkowi przy porannym goleniu a potem jadła z nim jajecznicę.

Nie wiem też, która z nas dzieliła wszystkie żywe stworzenia na dwie grupy: “gizące i scypiące” oraz pozostałe, i gdy natykała się na jakąś nieznaną istotę, zaczynała od przypisania jej do jednej z tych kategorii.
Któregoś razu właśnie ta z nas miała nocować u babci. Nad łóżeczkiem wisiał obrazek.
- Kto to jest? - zapytała właśnie ta z nas.
- Matka Boska - opowiedziała babcia.
- Giząca i scypiąca?

trudne słowa


Pod koniec roku rozmowy przestały się kleić. Zdania się urywały, frazy strzępiły, brakowało słów. Zwłaszcza tych najprostszych, najbardziej zwyczajnych. Szukaliśmy ich za każdym razem coraz dłużej. I coraz częściej na próżno.
Wyglądało na to, że wyczerpaliśmy roczny zapas. Nie całkiem, oczywiście. Zostały nam jakieś słowa. Takie, których rzadko się używa. Trudne, obce, przestarzałe, wulgarne albo specjalistyczne, z wąskich dziedzin.
Żeby prowadzić najzwyklejsze codzienne rozmowy, musieliśmy strasznie się gimnastykować. Bo jak powiedzieć “Cześć. Co słychać, wszystko w porządku?” albo “Dzień dobry. Poproszę dwa kilo ziemniaków.”, kiedy ma się do dyspozycji już tylko wyrazy takie, jak: azaliż, brucella, chuj, deiktyczny, deranżować, izochroniczny, jebać, koperwas, kurwa, metopa, nitratyn, okulizować, optatyw, pegmatyt, pizda, repryza, suhak, tedy, ulem i wersor?

trudne słowa


Kiedyś mieszkałam z babcią, przez jakieś dwa lata.
Babcia ma psa, Kwarka. Kupuje mu w sklepie z artykułami dla zwierząt różne obrzydlistwa. Suszone mięśnie, tchawice, przełyki, uszy. Cuchnące. Zwłaszcza kiedy pies już je obślini i przeżuje.
Któregoś razu w sklepie z tym ohydztwem babcia zauważyła suszone wołowe penisy. Jest bardzo pruderyjna, więc najpierw wstydziła się nawet o tym myśleć. Potem postanowiła jednak je kupić. Nie była wstanie wymówić strasznego słowa “penisy”, więc posłużyła się fortelem. Zapytała sprzedawczynię: “Co to jest to?”. Sprzedawczyni odpowiedziała. “A to?” Sprzedawczyni odpowiedziała. “A to?” … “To poproszę to”.
Babcia bez przerwy mówi do swojego psa i często używa zdrobnień. I mówiła do niego czasami: “Kwarkulku, chodź, dostaniesz wołowe peniski”. A ja się wtedy denerwowałam, bo bardzo nie lubię zdrobnień, i pytałam, czy ma też krowie waginki.

trudne słowa


Monika czasem zwraca się do mnie tak, jakbym była chłopcem. “Co zrobiłeś?”, “Gdzie byłeś?”, “Ale powiedziałeś”.
Wychodzimy z pracy. Pada, ja mam parasol, idziemy pod rękę. Monika kończy palić, odchodzi w stronę śmietnika, żeby wyrzucić niedopałek . Ja z parasolem za nią. Monika wyrzuca, odwraca się.
- O, podeszłeś!
- “Podeszłeś”? Jak ty mówisz?!