Wieczorem byłam w Tesco, kupowałam różne gospodarcze rekwizyty. Zmiotkę, szufelkę, płyn do mycia podłóg, wiadro, silikon itd., itd. Jako pierwszy kasjerka wzięła z taśmy kij od szczotki. Nabiła go na kasę, podała mi i powiedziała:
- Kij proszę.
824
kij proszę
818
uratowana
Niedaleko mojego nowego domu jest Biedronka. Byłam tam parę razy, nie podobało mi się. Przygnębiający sklep ze smutnymi rzeczami, z których większość wygląda na oszukane. A już zupełnie sercerozdzierający jest widok półki z roślinami doniczkowymi. Zaniedbane, podsuszone, ze zwisającymi smętnie listkami.
Byłam tam dzisiaj, chciałam kupić gumowe rękawiczki, do Sprzątania. Nie było. Półka z roślinami stoi niedaleko wyjścia. Wzięłam roślinkę, która wyglądała na najbardziej nieszczęśliwą, postawiłam na taśmie.
- Dzień dobry - powiedziała kasjerka. - Dziewięćdziesiąt dziewięć groszy. - Uśmiechnęła się - pani jej życie uratuje!
797
lament
P-no, dworzec PKP chwilę przed dziewiątą rano. Siadam na ławce, po chwili dosiada się starsza pani i zaraz druga.
- O, dzień dobry. Z targu?
- Z targu, z targu. Pory kupiłam, dwadzieścia groszy sztuka, posadzę, do zupy dobre, do wszystkiego; wie pani, wzmacnia smak.
Zakładam słuchawki, ale empetrójka natychmiast się rozładowuje. Przysłuchuję się więc rozmowie, najpierw mimowolnie, potem coraz uważniej. To nie jest zwyczajna rozmowa, nie służy wymianie informacji i poglądów, kobiety nie spierają się, ani nie utwierdzają nawzajem w swoich przekonaniach, pojawiają się wprawdzie opinie i fakty, ale wyłącznie w roli pretekstu - to raczej obrzęd, coś, co się celebruje, coś stanowiącego cel sam w sobie.
- Co za pogoda. I ciągle pada. Słyszałam, że to przez ten wulkan.
- A wie pani, bardzo możliwe. Chmura była, na słońcu się jakieś zaćmienia porobiły pewnie…
- U mnie wszystko potopione, ziemniaki potopione, na polu woda stoi.
- Ale to nic; jak pomyślę, co mają te ludzie, gdzie największa powódź była… Biedne ludzie!
I kobieta, która kupiła pory po dwadzieścia groszy sztuka, zaczyna lamentować. Mówi ze śpiewną intonacją, frazy zataczają kręgi i wracają w jednostajnym rytmie. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek miałby użalać się nade mną, chciałabym, żeby tak właśnie to robił.
- Biedne ludzie! Gdzie oni znajdą siły, żeby teraz to wszystko odbudować, gdzie? Domy potopione, samochody potopione, pola potopione, biedne ludzie! Jak ja to w telewizji widzę, jak nieraz telewizor włączę, to mnie się płakać chce. Gdzie oni siły znajdą, pieniądze gdzie? Całe życie człowiek harował, a tu woda przyszła i wszystko zabrała. I za co to? Co te ludzie winne? Nic nie winne. A złodzieje, oszuści, chodzą sobie, nic im się nie dzieje. Nie ma sprawiedliwości. I te ludzie, takie biedne! Woda cały dobytek zabrała, siły zabrała, wiarę w Boga zabrała. A to najgorsze.
- Tak jak ten Ratzinger powiedział, jak w Oświęcimiu był. Patrzy na to wszystko, na te baraki, na te piece, i mówi: Boże gdzieś ty był?
- No właśnie. Bo gdzie? Nie było go.
Druga kobieta zawahała się, poprawiła się na ławce, sapnęła.
- Aby nie zgrzeszyć, aby nie zgrzeszyć.
- Ale! Tam u mnie to księża się pobudowali, w takim wielkim domu żyją, pięciu ich tam mieszka, a nie ma za co nowego dachu na kościele położyć. Kościołów nie budują, tylko domy dla swoich rodzin. Pani, to jest biznes! Miliard wiernych, niech każdy po złotówce da, jakie to są pieniądze!
- U mnie w parafii to na tacę idą papierowe.
- Papierowe?
- A jak! Dziesiątki, dwudziestki, pięćdziesiątki…
Zamilkły na chwilę. Potem ta, która kupiła pory po dwadzieścia groszy sztuka, powiedziała:
- Ja nieraz patrzę, jak na targ idę, jak te Ukraińcy stoją, najmie ich ktoś do roboty, czy nie. A nasi, Polacy, inaczej w tej Anglii mają?
- Teraz takie czasy. Robotnik chciał kapitalizmu, to ma. Bo to się tak mówi, że jest demokracja, a to jest zwykły średniowieczny kapitalizm!
785
rezonans
Przed pierwszym rezonansem magnetycznym obawiałam się, że nie wytrzymam bez ruchu przez całą godzinę. Ale okazało się to dość łatwe.
Maszyna huczała, buczała, szumiała i stukała, zmieniały się sekwencje i częstotliwości. Szybko straciłam poczucie czasu, a dźwięki zaczęły układać się w muzykę, głosy, śpiew ptaków, szum liści. Kolejne badania sprawiały mi nawet przyjemność.
Któregoś razu jednak miałam rezonans w szpitalu M, zamiast jak zwykle w B. Technik założył mi słuchawki.
- Radio - powiedział. - Powinno trochę zagłuszyć hałas.
I zanim zdążyłam zaprotestować, wsunął mnie do środka. Musiałam wytrzymać pół godziny (na szczęście mieli krótszy program), leżąc bez ruchu i słuchając Radia Dla Ciebie.
779
przeprowadzka
Przeprowadziłam się.
W ostatnią sobotę maja młodsza z moich młodszych sióstr i ja wyprawiłyśmy huczną imprezę pożegnalną (około pięćdziesięciu osób, trzech papieży, tańce do muzyki poważnej itd.), a we wtorek się wyprowadziłam. Wczoraj konkubent starszej z moich młodszych sióstr (przy wsparciu starszej z moich młodszych sióstr oraz inkubenta) pomógł mi przewieźć rzeczy.
W starym domu puścił ostatni zawias, na którym trzymały się drzwi wejściowe. Gdyby nie konkubent starszej (który chyba naprawia wszystko, co zobaczy), młodsza z moich młodszych sióstr zostałaby w domu bez drzwi.
Czuję się trochę jak dezerter.
W nowym domu jest fajnie. Mam wielkie łóżko, łazienkę z oknem na klatkę schodową, wysoki sufit, bardzo grube ściany, przeszklone dwuskrzydłowe drzwi między kuchnią a pokojem i dużo miejsca. Pierwszy raz mieszkam sama.
Znalazłam kartkę, na której w 2001 roku zanotowałam rozmowę ze swoim trzynastoletnim bratem. Wtedy miał pięć lat.
- Wiesz, śniły mi się kiedyś dwa księżyce… - powiedział.
- Na niebie? - zapytałam.
- Tak, obok siebie. Ale jeden był nieprawdziwy.
- Dlaczego?
- Bo był odbity w wodzie.
- Ale był na niebie, nie w wodzie?
- Na niebie.
- Fajny sen.
- Śnił ci się kiedyś?
- Nie.
- To ci się przyśni.
Następnego dnia mój brat zapytał:
- Co ci się śniło?
- Nie pamiętam - odpowiedziałam.
- Ale ja pamiętam.
- Co mi się śniło?
- Śniły ci się dwa księżyce na niebie. Jeden z nich był odbity w wodzie.
Opowiadałam Adamowi, że kiedy byłam mała, mówiłam o sobie w drugiej osobie liczby pojedynczej. Pewnie dlatego, że inni tak się do mnie zwracali. Jesteś głodna, zbudowałaś zamek, musisz iść spać, i tak dalej.
A kiedy robiłam coś obrzydliwego i Dorośli prosili, żebym przestała, odpowiadałam z obleśnym uśmiechem: “Lubisz to robić”.
Chwilę później do naszego pokoju weszła szefowa. Akurat obydwoje rozmawialiśmy przez telefon.
- A, rozmawiasz - powiedziała szefowa. - To potem do ciebie przyjdę.
- Do kogo? - spytałam Adama, kiedy wyszła.
Adam wzruszył ramionami:
- Do ciebie.
Szefowa wróciła po paru minutach.
- Przyszłaś do ciebie? - zapytałam.
Niedługo potem pojawił się Darek. Mieliśmy iść razem do Uli.
- Zadzwoniła do mnie Ula - oznajmił - i powiedziała “Najpierw ty”.
- “Najpierw ty”?
- Tak.
- Ale kto?
- “Ty”.
- Ty?
Wieczorami stary dom w P-nie drży w posadach. Dawniej tak nie było. Co najwyżej dzwoniły szyby, kiedy ulicą przejeżdżała większa ciężarówka.
Myślę, że grunt pod fundamentami zamienia się w trzęsawisko. Dom się zapada. Po naszej wyprowadzce zniknie pod ziemią jak ten kościół z ludowych legend. (Swoją drogą, z tego, co widzę w internecie, w Polsce jest bardzo dużo zapadniętych kościołów.) Na powierzchni zostanie tylko antena. Czasami będzie tam słychać stłumione bicie zegara. I tyle.
Robię zdjęcia, żeby coś po tym domu zostało. Można je obejrzeć w galerii, tutaj.
Na razie nie jest ich dużo, ale to dopiero początek.
740
Bar Kawowy P.
Naprzeciwko Cafe A., po drugiej stronie ulicy, znajduje się Bar Kawowy P. Założony w latach 60. od tamtej pory niewiele się chyba zmienił.
Do Baru Kawowego P. przychodzą głównie geje, przeważnie starsi, przedemancypacyjni.
Bywa, że pije się tam metodycznie, w zaciętym milczeniu, przerywanym jedynie pijackimi kłótniami. Kiedy indziej przegięte ciotki ruszają w szalony taniec, a chuda barmanka pogłaśnia muzykę. Czasami dwóch mężczyzn, którzy przyszli osobno, wychodzi razem i wsiada do jednej taksówki.
W Barze Kawowym P. często można spotkać byłą prostytutkę, panią I. Pani I. ma obfite kształty, głęboki dekolt i ciężkie powieki. Jest nie pierwszej młodości i skórę ma trochę wiotką, ale włosy czarne, spływające w lokach godnych Violetty Villas, a w tych włosach kryształowe motyle.
W Barze Kawowym P. panuje półmrok, powietrze gęstnieje od dymu. Zasuwka w drzwiach ubikacji jest obluzowana, sedes stoi na podwyższeniu, po każdym pociągnięciu za spłuczkę dołem wycieka woda.
Któregoś wieczora podchodzę do drzwi tej ubikacji. Zajęte. Jest kolejka, przede mną stoi potężny, dwumetrowy chłopak. Patrzy na mnie z góry, uśmiecha się łagodnie i mówi:
- Idź pierwsza.
- Dziękuję - uśmiecham się.
- Tylko obróć sobie papierem parę razy, wiesz… - dodaje troskliwie. - Bo tu różne rzeczy się dzieją…
722
poziomy
Kiedy nie zajmuję się niczym konkretnym, opowiadam sobie historie albo prowadzę w myślach rozmowy. Niestety często wyobrażam sobie sytuacje irytujące i nieprzyjemne i potem chodzę wkurzona.
Dziś wieczorem, wracając po angielskim do domu, byłam trochę smutna, więc zaczęłam sobie wyobrażać, że w moim życiu zaszły niespodziewane zmiany i oto po sześciu latach mieszkam w Australii, gdzieś pod - chwileczkę, rzucę okiem na mapę - gdzieś pod Wagin (naprawdę mają takie miasto).
Którejś soboty idę na spacer. Na pustynię, czy co tam się nieopodal Wagin znajduje. Spaceruję po tym australijskim stepie i rozkoszuję się dziką przyrodą. Dookoła skaczą kangury, bardzo wysoko, wombaty śpią w krzakach, a elefanty chodzą. Mijam wioskę Eufagów - podobnych do ludzi trójokich istot, które jedzą tylko to, co smaczne, w związku z czym grozi im wyginięcie; Eufagowie są przyjaźni i, jak ze wszystkimi inteligentnymi stworzeniami w kosmosie, bez problemu można się z nimi porozumieć po amerykańsku. Mijam łąkę, na której pasą się jednosorożce. Trawy falują na wietrze, na niebie wyświetla się zorza polarna…
(Oczywiście opowiadałam sobie zupełnie inną historię, ale nie będę przecież publikować na blogu historii, które sobie naprawdę opowiadam.)
WTEM, na krętej ścieżce pośród tych jedwabistych traw, natykam się znienacka na dawnych znajomych, jeszcze z Polski, Iksa i Igreka. Jesteśmy wszyscy bardzo zaskoczeni.
- Iks! Igrek! - wykrzykuję. - Nigdy bym nie pomyślała, że spotkamy się kiedyś w takim miejscu!
I wtedy przypominam sobie mgliście, że kilka lat temu, chyba tego samego dnia, kiedy wyjmowano mi szwy po wyrwaniu ósemki, wracając po angielskim do domu, wyobrażałam sobie, że mieszkam w Australii pod Wagin i którejś soboty w rezerwacie Eufagów niespodziewanie spotykam Iksa i Igreka.