Koło dworca kolejowego w P-nie są trzy kioski.
Pierwszy jest biały, duży, z tych, do których się wchodzi. Przy wejściu stoi plastikowy stolik z dwoma krzesełkami, a zewnętrzną ścianę zdobi krzepiący napis GORĄCA KAWA (litery naklejone, różnokolorowe). Sprzedawca ma siwą brodę, jest powolny i smutny.
Któregoś razu, kiedy przechodziłam tamtędy wcześniej niż zwykle, widziałam, jak zdejmuje kłódkę z drzwi stojącego nieopodal tojtoja. I zrozumiałam, że tak naprawdę jest Strażnikiem Tojtoja, a kiosk prowadzi tylko dla niepoznaki - żeby ukryć swoją właściwą profesję, której nie lubi i której się wstydzi. Potem zauważyłam jeszcze jeden napis na ścianie. NAPRAWA OBUWIA. I aż mi się serce ścisnęło. On był kiedyś szewcem.
Nie kupuję w tym kiosku. Sam jego widok napełnia mnie głębokim smutkiem. Kiedy tamtędy przechodzę, spuszczam wzrok.
Drugi kiosk jest zielony, mały, z tych z okienkiem. Sprzedawca nie ma brody, jest szybki i wesoły.
Od paru miesięcy codziennie rano kupuję u niego puszkę coli. Wesoły kioskarz wyjmuje puszkę z lodówki, zanim cokolwiek powiem. Potem ja mówię dzień dobry, on podaje mi colę i uśmiecha się, trochę jakby rozbawiony, a ja dziękuję, uśmiecham się i wyciągam z kieszeni płaszcza zawczasu przygotowane dwa złote.
Tylko raz było inaczej. Dostałam colę, podziękowałam i poprosiłam jeszcze o paczkę chusteczek higienicznych. A on podał mi chusteczki, uśmiechnął się i powiedział: “To i tak będzie dwa złote”.
Do trzeciego kiosku nigdy nie zaglądam.
January 31st, 2010 at 12:43 am
W trzecim kiosku jest kobieta. Zerknęłam ukradkiem, przechodząc obok. Z tych w nieokreślonym wieku, takich trochę bezkształtnych.
February 28th, 2010 at 1:41 am
[...] [trzy kioski 1] Posted: 28 Feb, 2010 | Categories: jesień fetyszysty | Tags: podróże, smutek | By: jesień fetyszysty. [...]