Jeżdżę do pracy pociągiem. Stacja, na której wysiadam, jest nieduża. Peron z jednej, peron z drugiej, ławeczki, tablica, tyle. Później jakieś dziesięć minut na piechotę. Chodzę na skróty. W dół z nasypu i rozjeżdżoną gruntową drogą, która po deszczu zamienia się w gliniaste bajoro. Kiedyś były w tej okolicy domy z ogródkami. Teraz są chaszcze. W gęstwinie można dojrzeć zdziczałe drzewa owocowe, poprzerastane chwastami krzaki porzeczek, resztki ogrodzeń, śmieci, kupki gruzu. Za chaszczami jest plac budowy, kilka całkiem nowych domów, potem już normalnie. Sklep, asfalt, chodnik.
Ostatnio często pada i na drogę wyłażą ślimaki bez skorupek. Mnóstwo. Pełzają albo leżą martwe. Martwe wyglądają, jakby rozpuściły się z nadmiaru wilgoci. Do śliskiej plamy zlatują muchy o tęczowo lśniących odwłokach i schodzą inne pomrowy. Zjadają zwłoki.
Kiedy przyjeżdżam wcześniejszym pociągiem, za każdym razem trafiam na samochód. Za każdym razem ten sam. Osobowy, żółty z niebieskim napisem “Poczta Polska”. Stoi z włączonym silnikiem w miejscu, gdzie do błotnistej drogi dochodzi prowadząca z nasypu ścieżka. Kierowca, młody ciemnowłosy chłopak, czasem siedzi w środku, z rękami założonymi za głowę i nieruchomo patrzy przed siebie. A czasem. No właśnie. A czasem stoi w krzakach, tuż koło drogi, i sika. Jeszcze żeby chociaż odwrócił się do drogi plecami. Ale nie. Prawie na drogę sika. Albo w kierunku, z którego idę.
I zastanawiam się. Po pierwsze: Dlaczego on z tym samochodem tam stoi? Czy złośliwie, żeby listy dostarczyć z opóźnieniem? Czy czeka na coś albo na kogoś? A po drugie: Czemu tak bezwstydnie sika? Za pierwszym razem pomyślałam, że się nie spodziewał. Wymieniliśmy spojrzenia, poczułam się niezręcznie, sądziłam, że on także. Ale za drugim razem? Za kolejnym? Musiał wiedzieć.
Kiedy przyjeżdżam późniejszym pociągiem, samochodu nie ma. Mijam miejsce, w którym zwykle stoi, patrzę w chaszcze. Pusto. Wydeptana ścieżka, trochę śmieci, zbutwiałe deski. Idę, patrzę w chaszcze i myślę: Tutaj sika listonosz.
A potem chłopak zadał pytanie, którego ani Michał, ani ja nigdy nie odważylibyśmy się zadać.